sobota, 14 października 2017

Lwy lubia zloto

Urodziłam się jako zodiakalny Lew. Ryczalam przez 9 miesięcy,  tak że nawet sasiadka przyznała się mamie, że po nocach spać nie mogła. Dzis tez czasem rycze moim donosym głosem,  tak że aż strach,  jako Lew nieraz się lenie i to najchętniej nad morzem i gdy przyświeca slonce, ewentualnie przy dobrym żarciu, w ostateczności w dresie na kanapie.
Moja planeta jest słońce, więc gdy przyświeca na zewnątrz, ja również dzielę się ze światem swoją pozytywna energia i dlatego kocham pasjami złota jesień.
W tym tygodniu mieliśmy szczęście ja gościć i dlatego każdy spacer do pracy i z pracy był przyjemnością,  szuralismy z Berberzakiem w liściach,  zbieraliśmy liście w bukiet, dawałam drobne na lody i wstawiałam twarz ku słońcu.
Rano podziwiam jego wschody, które wyglądały jak różowe mleko truskawkowe  ( cytat z Berberzaka ).
Dzis też było tak pięknie,  ze razem z Berberowna wyczarowalam ciasto gruszkowe, rano wystawilam na balkon pranie i posprzątam chalupe. Lubie mieć zdrowie i siłę,  lubię widzieć sens. Lubie złoto na drzewach. W takie dni Lubie świat.
















sobota, 16 września 2017

Nowy początek razy trzy

Juz od tygodni wiedziałam, że pierwszy tydzień roku szkolnego będzie tygodniem nowych początków.  Dla Berberzakow i dla mnie.
Wstaliśmy więc 12 września o poranku i wakacje jeszcze sklejaly nam oczy, tak przyjemnie, jak mordoklejka slodycza skleja nam buzie.
Moja podświadomość dyktowala mi ruchy, ale serce matki płakalo, że jak to? Ten czarnooki chłopczyk stał się nagle pierwszoklsista, a ta pyzata dziewczynka mloda dziewczyna,  która już teraz zapiera dech uroda.
Na gdybanie nie było zbyt wiele czasu, bo trzeba było przyodziac odswietniejsze stroje i porobić zdjęcia, a potem iść do szkół.  Ja z Berberzakiem, bo przecież to teraz moje nowe miejsce pracy, a Berberowna z tata.
Temu ostatniemu tak szybko poszło, bo Berberowna jest w 5a i ma wychowawce, że dojechał do nas na rowerze i dane mu było obejrzeć rozpoczęcie roku szkolnego obu Berberzat. Nasz pierwszoklasista musiał się wykazać nerwami ze stali, bo nie dość, że jest w klasie 1e, czyli ostatniej, to jest też ostatnim na liście, więc naczekał się długo na wyczytanie :)
Ja sobie radzę, dwa lata w poprzedniej pracy i to że nie mam oporów w kontaktach z ludźmi robią swoje. W pierwszym tygodniu udało mi się zapamiętać imiona ponad połowy dzieciaków i oszacować kolezanki.
Kilka lat temu panikowalabym przed takim dniem, a teraz po prostu wiem, że obawy najczęściej przerastaja rzeczywistość,  że dzieciaki przewaznie pozytywnie mnie zaskakują,  że ja sama szybko się adaptuje. Poza tym każdy, nawet najbardziej męczący dzień kiedyś dobiega końca,  a po kilku latach zostaje w pamięci to, co było przyjemne i dobre.
Owszem, wczoraj padalam wieczorem na twarz, ale to było zmęczenie spełnione.















piątek, 25 sierpnia 2017

Chłone

Chłone ludzi, zapachy, smaki, dźwięki i widoki.
Jestem u siebie, to egzotyka wakacyjna. Ognisko w ogródku, do którego puka las, czarne dłonie i stopy Berberowny, bo kartofle z ogniska i japonki na nogach.
Szaszłyki z grilla po parku dinozaurów,  które znikają w sekundę, bo apetyt jak u trexa.
Wspominane w kuchni przy szklaneczce i śmiech taki, że spadasz z krzesla.
Kafeje z ciastem, urodziny, których dawno nie obchodziłam w tym gronie.
Siedzenie z mama do nocy, gdy Berberzaki juz dawno spia razem w jednym łóżku.
Kupowanie zdrapek za złotówkę i chodzenie po warzywa i owoce na targ.
Lody świderki, codzienne klachy z przyjaciółka i Berberzaki szlifujace Polski.
Chwilo trwaj...























piątek, 21 lipca 2017

Opowiedziane, ale nie sfilmowane

Długo dziś płakałam. Tak rzewnie, jak smutne dziecko. Berberzak miał bowiem pożegnanie w przedszkolu, oficjalne, bo tydzień jeszcze pochodzi.
Ja dziś cały dzień układałam pod to wydarzenie. Wczoraj upieklam jeszcze ciasto, rano Berberzaka zawiozlam do przedszkola, wróciłam, zeby iść do nowej pracy i się z niej urwać i zrobić ta sama trasę do przedszkola.
Wszystko było już przygotowane, dzieci czekały niecierpliwie na wyrzucenie z bram placowki. Berberzak promienial cały,  że zdążyłam, mnie oczy się pocily.
Przyszła nasza kolej. Stanęłam wiec cała gotowa w bramie otwartej, napięta i skupiona na synu moim przeslodkim.
Panie odliczaly, muzyka grała, a ja ręce mialam rozłożone jak matka, która świat cały objąć potrafi, każda troskę zmiazdzyc, dziecko swoje złapać i uchronić, przenieść bezpiecznie z przedszkola do szkoly i dać radę tak, jak już dalam z jego starsza siostra.
Odliczanie się kończy, Berberka nieśmiały usmiech znika,  zastępuje go skupienie, iskry w oczach, ufność,  kiedy tak do mnie biegnie te parę metrów.  On wie, że go złapie i ja wiem, że złapie i nogi mi się nie ugna.
Skoczył,  przykleil się, ja ucalowalam w mieszance uczuć przeróżnych.
Kolezanka pieknie sfilmowala, ale się nie utrwaliło, bo palec jej się osunal,taka była biedna skoncentrowana.
Bylam naprawde smutna, a teraz pisze i kiedyś Ci to synku przeczytam, albo opowiem, tak jak o suce Twojej prababci, która na spacerze chodziła obserwować gniazdo z pisklatami, jak o wielbłądach, które pasły nam się w Tunezji pod oknem, jak o tym, gdy na slubie Twojej babci kucharka przejechala na kolanach pół korytarza z torem weselnym, bo pod nogi wskoczył jej babciny, mały piesek.
Pieknie dziś było,  mimo tego, że nie został nam z tego dnia cyfrowy zapis w postaci krótkiego filmu.
Przyjdź kiedyś proszę i powiedz tonem swojego taty- ahkini ahkeja (opowiedz mi historie).



środa, 14 czerwca 2017

Krasnoludki mieszkaja pod poziomkami

Ferie w pełni, więc  z Berberzakami jestem na okrągło i kwadratowo, do ciśnienia podwyższonego, do zdartych kolan i łokci, do bitw między rodzeństwem, bo każde ma swoją rację i to niepodważalna.
Na basen z nimi sama nie pójdę, bo to za dużo na jedną mnie, no i pewnie są tam wszyscy. Latają wiec po placu zabaw, z dzieciakami, dzwonią domofonem pincset razy, bo mamooo siku, jeść, zrób kanapki dla mnie i dziesięciu kolegów. Łapie chwile między dzwonkam i mocze stopy, maluje pazury, siedzę na necie, wieszam pranie, pierdole nie robie itd.
Jednak zdarzają się takie dni, że jedziemy w odwiedziny i Berberzaki się cieszą,  bo zobaczą dwie dzidzie na raz i pobawia się z ich bratem i będą latać po ogródku.
W taki dzień się nie marudzi tylko bierze ciasto i dzieci pod pache i jedzie się spotykać z właścicielka ogródka z poziomkami i różami i trampolina, z cieniem i trawnikiem i motylem, który przylatuje do dzieciaków.  Z druga mama, która nadaje na tych falach co Ty i ma w ogrodzie krasnoludki pod krzakami poziomek.



Przepis na ciasto jagodowe, zeby Wam nie było żal :)
- 3 jajka
- 200 gram cukru, ja biorę brązowy
- 300 gram mąki  ( zdrowiej wziąć pół na pół zytniej i pszennej )
- 250 gram jogurtu naturalnego
- 70 gram masła
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
-  skorka z jednej cytryny
- 1 cukier waniliowy
- ok. 125 gr. jagód lub innych owocow

Przygotowanie: cukier ucieramy z jajkami, dodajemy stopione masło, jogurt i cukier waniliowy i mieszamy. Następnie do mokrych składników dodajemy make z proszkiem i otarta skórkę z cytryny. Ponownie mieszamy, a następnie wlewamy ciasto do keksowki, ja używam trochę szerszej. Na wierzch układamy jagody, maliny lub truskawki.
Pieczemy w nagrzanym do 180 stopni piekarniku od 45- 60 min w zależności od formy. Ja po 40 min sprawdzam konsystencję patyczkiem.
Po ostygnieciu posypujemy cukrem pudrem.
Smacznego!